Zadowolenie rośnie, ale powoli

Firma Hewit Associates przedstawiła wyniki badania „Najlepsi Pracodawcy 2008”. Z raportu wynika, że większe płace wcale nie przekładają się na naszą satysfakcję z pracy ani na lojalność wobec pracodawcy. Internauci najczęściej skarżą się, że ich podwyżki wynikają z tego, ze skończył im się okres próbny i przechodzą na normalne zatrudnienie lub też, że podwyżki są małe, a oznaczają dużo więcej obowiązków. W porównaniu z ubiegłorocznymi wynikami badania przy podwyżkach średnio o 7% liczba pracowników przekonanych, że ich wynagrodzenie jest adekwatne do wkładu pracy, wzrosła zaledwie z 26-27%.

To efekt tego, że na zadowolenie w pracy mają wpływ nie tylko zarobki. Ważne jest np. to, czy w pracy możemy się rozwijać, czy wykonujemy zadania zgodne z naszym wykształceniem i umiejętnościami. I czy nasz przełożony się z nami dobrze komunikuje. Liczą się też bardziej prozaiczne rzeczy - czy w biurze jest czysto, czy w toalecie mamy pachnące mydło i czy nasi współpracownicy są mili. Liczy się też zakres obowiązków, a z powodu braku pracowników szefowie firm, szukając oszczędności, często nie chcą zatrudniać nowych osób i obciążają dodatkowymi obowiązkami tych, którzy zostali.

Sytuacja na rynku pracy nie pozostała też na lojalność pracownika wobec pracodawcy. Według raportu Hewitta w ponad 80% firm lojalność drastycznie się obniżyła. To dlatego, że rynek pracy się spolaryzował. Pracodawcy, którzy przyzwyczaili się, że sami ustalają warunki i nie liczą się z personelem, są teraz na przegranej pozycji. Firmy, które myślały długofalowo, etycznie i „po ludzku”, dziś wygrywają, bo lojalność pracownika jest kluczową sprawą dla firmy.

Add comment maj 2, 2008

Młodociani niemile widziani

Właśnie ze względu na skomplikowane procedury zatrudnienia takich pracowników, wielu pracodawców nie chce się na nich decydować. - Mam problemy z kadrą, szczególnie z obsługą kelnerską, ale staram sobie jakoś radzić. Myślałam o licealistach, ale zrezygnowałam z tego pomysłu. Takiego pracownika trzeba przecież przeszkolić, a na to trzeba czasu. Zatrudnianie kogoś na umowę o pracę na dwa miesiące po prostu mi się nie opłaca - mówi właścicielka jednej z poznańskich restauracji.

Podobnego zdania jest Roman Lewandowski, rzecznik sieci sklepów Rossmann: - Przyjęć sezonowych nie praktykowaliśmy nigdy i raczej nie będziemy praktykować. Praca w sklepie wymaga już pewnego doświadczenia i, przede wszystkim, dyspozycyjności. Postanowiliśmy “uderzyć” w inną grupę wiekową i dotrzeć do osób po czterdziestce. Uważam, że takie działanie jest bardziej prospołeczne, niż zatrudnianie młodocianych - mówi.

Krzysztof Kłapa z McDonald’s: - U nas szkolenia stanowiskowe odbywają się w zakresie obowiązku pracy. Osoby, które zatrudnialiśmy podczas wakacji najczęściej pracowały w naszych restauracjach w wymiarze jednego miesiąca i jest to dla nas całkowicie do zaakceptowania.

Młodociana siła robocza jest najczęściej traktowana właśnie jako pomoc doraźna - w okresie większego spiętrzenia i obłożenia obowiązkami, a także w okresie urlopowym. Wtedy pracodawcy nie mają najczęściej innego wyjścia - studenci zwykle wybierają wyjazdy zagraniczne, a wiele starszych osób po prostu nie chce pracować za oferowane przez polskich pracodawców stawki.

Na taką, dodatkową pracę przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia, za namową kolegi z klasy zdecydował się Kamil, uczeń drugiej klasy technikum w Sopocie. Pracę pomocnika w sklepie odzieżowym znalazł przez Młodzieżowe Biuro Pracy przy Ochotniczym Hufcu Pracy w Gdyni. Pracowali przez 2,5 tygodnia. - Zdecydowałem się głównie ze względu na kolegę, który strasznie mnie do tej pracy namawiał. Poza tym pomyślałem, że na święta przydadzą mi się dodatkowe pieniądze - mówi. W styczniu chłopcy zdecydowali się na kolejną pracę - na zlecenie jednego z producentów zachęcali do zakupu sprzętu komputerowego, RTV i AGD w punktach sieci sklepów z elektroniką. Pracowali do lutego. - Praca była ciekawa i zarobki fajne. Dostawaliśmy 7,50 złotych za godzinę i mieliśmy jeszcze procent od sprzedaży - mówi Kamil.

Add comment marzec 17, 2008

Umiejętności miękkie.

Pracy na stanowisku zwykłego pracownika nie mógł sobie wyobrazić. Zdecydował się na założenie własnej firmy. - W niej też będę przełożonym, ale i prezesem - mówi. - To ja będę miał ostatnie słowo o wprowadzanych metodach zarządzania.

Zdzisław Betner, psycholog, ma duże wątpliwości co do słuszności takiej decyzji. - Uciekanie we własną firmę nie przyniesie nic dobrego - uważa. Przewiduje, że w nowym przedsiębiorstwie będzie duża rotacja pracowników. - Pracodawca będzie kształcił młodych, ale gdy już staną się bardziej doświadczeni, spróbuje się ich pozbyć. I w końcu odejdą tam, gdzie będą mieli szansę rozwoju..

Psycholog uważa też, że nie jest dobre chowanie się przed nowoczesnością. - Od tego nie ma ucieczki. Nowoczesny inżynier musi być wszechstronny - mówi.

Z raportu Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami wynika, że to właśnie możliwości rozwoju decydują o wyborze pracodawcy. Młodzi inżynierowie dokładnie sprawdzają, czego mogą się w firmie nauczyć i jakie kursy ukończyć. Liczą, że firma zafunduje im drogie szkolenie z coachingu, czyli samodoskonalenia. Do niedawna mogli z niego korzystać tylko najlepsi menedżerowie.

Pracodawcy dwoją się i troją, by mieć dobrą ekipę. Dlatego firmy doradcze najpóźniej na III roku wychwytują najlepszych studentów. Sprawdzają nie tylko wiedzę, ale właśnie kompetencje miękkie. Testują zachowania przyszłego pracownika w grupie, która ma wykonać konkretne zadanie. Czy jest liderem, czy też chowa się za plecami innych.

Roman Walkiewicz, właściciel kilkuosobowej firmy technologicznej Alco: - Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się, że do zarządzania ludźmi przyjmę osobę po kierunku ekonomicznym - wspomina. - Teraz już wiem, że to musi być inżynier. Każdy pracownik mojej firmy ma nieustanny kontakt z klientami i musi znać techniczne szczegóły naszych projektów. Ideałem jest zatem inżynier mający wiedzę o zarządzaniu zdobytą na studiach podyplomowych.

Add comment luty 19, 2008

Więcej kobiet w zarządzie

Od początku grudnia norweskie firmy zostały zobowiązane, by 40% zarządu stanowiły kobiety. Nakaz dotyczy blisko 500 korporacji. Kto się nie dostosuje, zostanie ukarany. Teoretycznie można nawet zamknąć przedsiębiorstwo, ale norweski minister przemysłu i handlu, uspokaja, że z pewnością do tego nie dojdzie. To pierwsze na świecie uregulowanie prawne tego rodzaju.

Obecnie panie stanowią ok. 35% zarządu. Jeszcze 5 lat temu zajmowały jedynie 7% miejsc. Nowe prawo zostało uchwalone w 2003 roku. Od tamtego czasu Norwegia znacznie wyprzedziła USA, ponieważ za oceanem kobiety stanowią tylko 14,8% zarządów 500 największych firm.

Na razie nie wiadomo co zmieni nowe prawo. Pytani o ocenę nowych regulacji mężczyźni twierdzili, że przed spotkaniami zarządu panowie wykonują np. więcej prac domowych, by zaimponować swoim koleżankom. Sceptycy prorokują, że będą musieli zwolnić czy przesunąć do innego działu dobrego pracownika, tylko po to, by zrobić miejsce dla kobiety.

Add comment grudzień 18, 2007

Rezygnacja z pracownika na umowie zlecenia

Jeżeli przez ostatnie 5 lat wykonywałem umowę zlecenie dla tego samego pracodawcy według wcześniej określonego klucza pracy, może z dnia na dzień zrezygnować z moich usług, czy musi powiedzmy wcześniej jakiś czas poinformować mnie o rezygnacji z moich usług, czy mam w takim sporze jakieś prawa czy całkowicie prawo jest po stronie zlecającego pracę. (Michał)

<!–0–>Odpowiedź eksperta

Jeżeli wykonywana umowa zlecenia była rzeczywiście umową zlecenia, a nie umową o pracę, to stosuje się art. 746 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym dający zlecenie może je wypowiedzieć w każdym czasie, bez wcześniejszego uprzedzenia (chyba że inaczej ma Pan zapisane w umowie). Jednakże powinien zwrócić Panu wydatki, które Pan poniósł, aby należycie wykonać zlecenie oraz wypłacić wynagrodzenie za dotychczas wykonane czynności, a jeżeli wypowiedzenie nastąpiło bez ważnego powodu, powinien także naprawić szkodę, jeżeli taka nastąpiła z powodu wcześniejszego wypowiedzenia zlecenia. W razie sporu właściwy jest sąd cywilny. Natomiast inaczej przedstawia się sytuacja, jeżeli pracował Pan jak pracownik (określone miejsce pracy, godziny pracy, lista obecności, polecenia przełożonego). Wówczas może Pan wystąpić z pozwem o ustalenie istnienia stosunku pracy albo odwołać się od wypowiedzenia umowy o pracę niezgodnego z przepisami i dodatkowo wystąpić np. o nadgodziny, o ekwiwalent za urlop. Wszystko jednak zależy, czy pracował Pan jak zleceniobiorca czy jak pracownik.

Add comment listopad 18, 2007

Fachowca wyszkolą na zlecenie

Nietypowy układ oświatowo-biznesowy. Szkoła się cieszy, bo nie będzie już kształcić potencjalnych bezrobotnych. Przedsiębiorca jest zadowolony, bo wreszcie znajdzie wykwalifikowanych pracowników.

Jeżeli plan się powiedzie, jeszcze w tym roku w Zespole Szkół nr 2 w Chęcinach powstanie zasadnicza szkoła zawodowa kształcąca elektryków automatyków.

To konsekwencja spotkania Ryszarda Barwinka, członka Zarządu Starostwa Powiatowego w Kielcach, i Ryszard Iwańczyk, bliskiego współpracownika Bogusława Wypychewicza, prezesa Zakład Produkcji Urządzeń Elektrycznych.

- Pan Wypychewicz wyznał, że chętnie zatrudniłby młodych, dobrze wykształconych absolwentów szkół zasadniczych i techników, ale tych po prostu nie ma. Podchwyciłem, że przecież mamy szkołę, która mogłaby kształcić w tym kierunku. Prezes zadeklarował współpracę i zaczęliśmy działać - opowiada Barwinek.

Ryszard Iwańczyk, dyrektor ds. finansowo-handlowych w ZPUE: - Chcemy się dalej rozwijać. Nie ma co ukrywać, że przeszkodą w tym jest brak przygotowanych do zawodu pracowników. Tylko w ubiegłym roku zatrrudniliśmy do pracy 200 osób, potrzebujemy drugie tyle, a nie bardzo jest skąd ich wziąć.

Spółka rozpoczęła już współpracę z Zespołem Szkół Elektrycznych w Kielcach i Jędrzejowie, także z Politechniką Świętokrzyską. - Mimo to wciąż brakuje nam pracowników, szczególnie elektryków-automatyków, mechaników, potrzebujemy ludzi do obsługi centrów obróbczych - wylicza dyrektor Iwańczyk. - Uczniom jesteśmy w stanie zapewnić praktyki na wydziałach produkcyjnych pod okiem instruktorów, a najlepszym pracę zaraz po szkole - dodaje.

- Bardzo się cieszę, że pojawiła się możliwość takiej współpracy. Dla nas to ważne, bo oznacza, że nie będziemy produkować kolejnych bezrobotnych. Taka powinna być oświata - reagująca na potrzeby rynku - podkreśla Barwinek.

W przyszłym tygodniu zaplanowane jest spotkanie dyrektora Iwańczyka z władzami starostwa oraz dyrekcją szkoły. - Chcemy działać szybko, tak by nowy kierunek powstał już od września tego roku - zapowiada Barwinek.

Zakład Produkcji Urządzeń Elektrycznych jest krajowym liderem w wytwarzaniu kontenerowych stacji transformatorowych. Jego właściciel Bogusław Wypychewicz znajduje się na liście 100 najbogatszych Polaków - według tygodnika “Wprost” zajmuje na niej 96. miejsce. Jego majątek szacowany jest na 175 mln zł. 18 lat temu Wypychewicz w garażu teścia założył jednoosobową firmę produkującą złącza kablowe. Teraz to spółka giełdowa mająca swoje filie w Bułgarii i Serbii, produkująca urządzenia dla krajów UE, także do USA i Rosji.

Add comment listopad 18, 2007


Categories

Links

Feeds