Czołowe firmy rekrutujące pracowników - Randstad i Active Plus - połączyły swoje siły. Powstała największa agencja pośrednictwa pracy w Polsce. Nowa firma zamierza wysyłać do pracy 14 tys. pracowników tymczasowych na dzień. Poza tym co roku ponad 5 tys. osób za pośrednictwem połączonych firm będzie mogło znaleźć pracę na etacie. Połączenie wpłynie również na efektywność pracy konsultantów w nowej firmie, bo pracownicy będą mieli dostęp do dwóch baz danych.
czerwiec 12, 2008
Firma Hewit Associates przedstawiła wyniki badania „Najlepsi Pracodawcy 2008”. Z raportu wynika, że większe płace wcale nie przekładają się na naszą satysfakcję z pracy ani na lojalność wobec pracodawcy. Internauci najczęściej skarżą się, że ich podwyżki wynikają z tego, ze skończył im się okres próbny i przechodzą na normalne zatrudnienie lub też, że podwyżki są małe, a oznaczają dużo więcej obowiązków. W porównaniu z ubiegłorocznymi wynikami badania przy podwyżkach średnio o 7% liczba pracowników przekonanych, że ich wynagrodzenie jest adekwatne do wkładu pracy, wzrosła zaledwie z 26-27%.
To efekt tego, że na zadowolenie w pracy mają wpływ nie tylko zarobki. Ważne jest np. to, czy w pracy możemy się rozwijać, czy wykonujemy zadania zgodne z naszym wykształceniem i umiejętnościami. I czy nasz przełożony się z nami dobrze komunikuje. Liczą się też bardziej prozaiczne rzeczy - czy w biurze jest czysto, czy w toalecie mamy pachnące mydło i czy nasi współpracownicy są mili. Liczy się też zakres obowiązków, a z powodu braku pracowników szefowie firm, szukając oszczędności, często nie chcą zatrudniać nowych osób i obciążają dodatkowymi obowiązkami tych, którzy zostali.
Sytuacja na rynku pracy nie pozostała też na lojalność pracownika wobec pracodawcy. Według raportu Hewitta w ponad 80% firm lojalność drastycznie się obniżyła. To dlatego, że rynek pracy się spolaryzował. Pracodawcy, którzy przyzwyczaili się, że sami ustalają warunki i nie liczą się z personelem, są teraz na przegranej pozycji. Firmy, które myślały długofalowo, etycznie i „po ludzku”, dziś wygrywają, bo lojalność pracownika jest kluczową sprawą dla firmy.
maj 2, 2008
Właśnie ze względu na skomplikowane procedury zatrudnienia takich pracowników, wielu pracodawców nie chce się na nich decydować. - Mam problemy z kadrą, szczególnie z obsługą kelnerską, ale staram sobie jakoś radzić. Myślałam o licealistach, ale zrezygnowałam z tego pomysłu. Takiego pracownika trzeba przecież przeszkolić, a na to trzeba czasu. Zatrudnianie kogoś na umowę o pracę na dwa miesiące po prostu mi się nie opłaca - mówi właścicielka jednej z poznańskich restauracji.
Podobnego zdania jest Roman Lewandowski, rzecznik sieci sklepów Rossmann: - Przyjęć sezonowych nie praktykowaliśmy nigdy i raczej nie będziemy praktykować. Praca w sklepie wymaga już pewnego doświadczenia i, przede wszystkim, dyspozycyjności. Postanowiliśmy “uderzyć” w inną grupę wiekową i dotrzeć do osób po czterdziestce. Uważam, że takie działanie jest bardziej prospołeczne, niż zatrudnianie młodocianych - mówi.
Krzysztof Kłapa z McDonald’s: - U nas szkolenia stanowiskowe odbywają się w zakresie obowiązku pracy. Osoby, które zatrudnialiśmy podczas wakacji najczęściej pracowały w naszych restauracjach w wymiarze jednego miesiąca i jest to dla nas całkowicie do zaakceptowania.
Młodociana siła robocza jest najczęściej traktowana właśnie jako pomoc doraźna - w okresie większego spiętrzenia i obłożenia obowiązkami, a także w okresie urlopowym. Wtedy pracodawcy nie mają najczęściej innego wyjścia - studenci zwykle wybierają wyjazdy zagraniczne, a wiele starszych osób po prostu nie chce pracować za oferowane przez polskich pracodawców stawki.
Na taką, dodatkową pracę przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia, za namową kolegi z klasy zdecydował się Kamil, uczeń drugiej klasy technikum w Sopocie. Pracę pomocnika w sklepie odzieżowym znalazł przez Młodzieżowe Biuro Pracy przy Ochotniczym Hufcu Pracy w Gdyni. Pracowali przez 2,5 tygodnia. - Zdecydowałem się głównie ze względu na kolegę, który strasznie mnie do tej pracy namawiał. Poza tym pomyślałem, że na święta przydadzą mi się dodatkowe pieniądze - mówi. W styczniu chłopcy zdecydowali się na kolejną pracę - na zlecenie jednego z producentów zachęcali do zakupu sprzętu komputerowego, RTV i AGD w punktach sieci sklepów z elektroniką. Pracowali do lutego. - Praca była ciekawa i zarobki fajne. Dostawaliśmy 7,50 złotych za godzinę i mieliśmy jeszcze procent od sprzedaży - mówi Kamil.
marzec 17, 2008